Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2017

Ciało obce w uchu

Nie wszystkie grzyby są trujące. Niektóre tylko raz w życiu. Podobnie rzecz ma się z owadami. Legenda miejska o "obcych" w uszach nie jest nowa - ta jednak mrozi woskowinę i nie tylko.  Legenda ta powstała w Stanach Zjednoczonych. Pewnego razu kobieta opalała się na plaży i zasnęła. Właśnie wtedy do jej ucha wkradł się malutki owad. Nic nie wskazywało na to, że będą z nim problemy do momentu, kiedy ucho naszej bohaterki spuchło niemiłosiernie i wymagało wizyty u lekarza. Laryngolog zbadał pacjentkę i zdecydował się na rentgen czaszki. Kiedy zobaczył, co dzieje się w jej głowie - powiedział jej. "Proszę zachować spokój. W pani uszach jest owad, którego nie da się wyciągnąć - jedynym wyjściem jest poczekać, aż dotrze i wyjdzie drugim uchem". Można się tylko domyśleć, że kobieta spanikowała i w nerwach oczekiwała wyjścia obcego na zewnątrz. Po 3 tygodniach mąż bohaterki tej legendy miejskiej zauważył na poduszce sprawcę całego zamieszania. Niezwłocznie umieś...

Przepowiadanie przyszłości. Legendy miejskie

Okazuje się, że legendy miejskie w Polsce to temat, który niekoniecznie przybył do nas ze Stanów Zjednoczonych.  Przykładem niech będą opowieści naszych dziadków i rodziców, którzy karmili się nimi podczas spotkań towarzyskich. Zbierając materiał na tego bloga wielokrotnie natknąłem się na historie, w których ktoś jechał samochodem i choć nigdy nie brał autostopowicza, to tym razem stwierdził, że trzeba tak zrobić. W trakcie jazdy okazywało się, że dziadek powiedział o ważnym wydarzeniu, które pasażerowie bagatelizowali. Przykłady? Wybór Polaka na papieża, groźba komunizmu czy wyzwolenie z niego to niektóre złote myśli sprawdzające się w historii. Czy dziadek był duchem? A może to tylko legenda miejska? Zapraszam do dyskusji.

George w tygrysie. Legendy miejskie

Legendy miejskie bywają straszne, śmieszne ale zawsze ciekawe. Legenda pochodząca z Londynu jest dodatkowo bardzo intrygująca.   Było upalne lato pod koniec XIX wieku. W Londynie wielu młodych ludzi żądnych przygód i pieniędzy decydowało się na podróż do kolonii by tam stać się kolejnym bogatym ranczerem czy odkrywcą pól naftowych. Tak myślał także George - młodzieniec niezbyt rozgarnięty aczkolwiek łąknący sławy jak powietrza i pieniędzy jak lodów w upalne dni. Zdecydował się na wycieczkę do swojego wuja - Henryka, który dorobił się mieszkając w Indiach. Siostrzeniec kombinował, że jakby się koło niego zakręcić (a wuj nie miał bliskiej rodziny) to w łatwy sposób można byłoby zostać bogatym. Mogę się domyślać, że w tej legendzie miejskiej wujek ma już swoje lata i nie służy mu upalny klimat.  Podróż trwała długo - podobnie jak długo szły wiadomości wysyłane telegramem. Najpierw rodzina otrzymała informację, że George przybył do Indii cały i zdrowy gdy po 5 tygodn...