Moja babcia była krawcową. Wśród jej doskonałych opowieści wiele zapadło mi w pamięć. Jedna z nich (prawdopodobnie legenda miejska) do dzisiaj nie daje mi spokoju.
Otóż babcia twierdziła, że miała koleżankę - nomen omen krawcową - która w pewnym momencie przestała dbać o jakość skupiając się na ilości.
Sama potrafiła pocerować, naszyć spodni i skrócić sukienek więcej niż jej koleżanki i koledzy po fachu.
Jednak pewnego razu z roztargnienia wbiła się jej igła w rękę. Pech chciał, że nie mogła jej wyjąć ale mając inne sprawy na głowie zapomniała o tym.
W tydzień później kobieta zmarła. Z powodu jej młodego wieku wykonano sekcję zwłok, która wykazała, że przyczyną śmierci była ... igła, która serce potraktowała jak balonik.
- Po prostu wybuchło - mówiła babcia.
Czy coś takiego jest możliwe? Piszcie w komentarzach.
W samym sercu Krakowa, przy jednej z bocznych ulic odchodzących od Rynku Głównego, stał niegdyś dom, o którym mówiło się szeptem. To właśnie tam – jak głosi stara legenda miejska – mieszkał złotnik, którego chciwość miała sprowadzić na całą okolicę klątwę.
Komentarze
Prześlij komentarz