Legenda miejska, którą chciałem dzisiaj opisać pochodzi z lat 80 z Australii (gdzie ponoć wydarzyła się naprawdę). Inne wersje można spotkać w Europie.
Podczas wielkiego pożaru lasu wywołanego upałami na nogi postawiono wszystkie siły. Do akcji ruszyły jednostki straży pożarnej, żołnierze oraz helikoptery, które zrzucały wodę czerpaną z pobliskich jezior.
Jakież było zdziwienie wszystkich, kiedy w pogorzelisku znaleziono ciało kompletnie wyposażonego nurka.
Okazało się, że podczas pobierania wody niechcący zabrano również mężczyznę, który nurkował w akwenie.
Śmierć nastąpiła oczywiście w wyniku upadku z dużej wysokości.
Według badaczy legenda powtarza się zawsze, gdy mamy do czynienia z wielkim pożarem (California).
Było takie miejsce w Gdyni, o którym starsi mieszkańcy mówili ściszonym głosem. Przy ujściu Chylonki do kanału portowego, tam gdzie rzeczka wpadała w ciemną, portową wodę, rozciągała się mała, dzika plaża. Latem przychodziły tu dzieci z okolicznych bloków. Niektóre już nie wróciły do domu.
Komentarze
Prześlij komentarz